O pieniądze trzeba walczyć!

Dekada ułatwień? Więcej dostajemy z OC, ale o pieniądze trzeba walczyć

Dziś kierowca z polisy OC dostaje średnio 4,7 tys. zł odszkodowania, prawie o połowę więcej niż dziesięć lat temu. Dzięki wyrokom Sądu Najwyższego poszkodowani dostają odszkodowania z VAT, a ubezpieczyciel pokrywa koszty udostępnienia auta zastępczego czy prawnika. Jednak odszkodowania wciąż są zaniżane

est rok 2003. W pięcioletnią toyotę pana Ireneusza wjechało cinquecento. Nic poważnego się nie stało, ale w toyocie do wymiany nadawały się drzwi od strony pasażera, nadkole, prawy reflektor i zderzak. Stłuczkę spowodował kierowca cinquecento, więc pan Ireneusz zgłosił się do ubezpieczyciela, który sprzedał mu obowiązkowe ubezpieczenie OC. Rzeczoznawca wycenił zniszczenia na 3 tys. zł

Jak się jednak okazało, pieniądze z polisy nie wystarczyły na naprawę toyoty. Brakowało kilku tysięcy złotych. Pan Ireneusz miał do wyboru: albo dopłacić resztę z własnej kieszeni, albo włożyć części używane, bo tylko na takie wystarczyłaby suma odszkodowania

A gdyby zderzył się później…

Gdyby stłuczka zdarzyła się po roku 2007, pan Ireneusz dostałby odszkodowanie powiększone o podatek VAT. Wtedy właśnie Sąd Najwyższy orzekł, że uszczuplanie odszkodowania o VAT w przypadku osób fizycznych jest niezgodne z prawem.

A gdyby do stłuczki doszło na początku tego roku? Pan Ireneusz dostałby również auto zastępcze na koszt ubezpieczyciela na czas naprawy swojej toyoty. Wcześniej ubezpieczyciele przekonywali, że jeśli kierowcy w wypadku nic się nie stało, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby poruszał się po mieście autobusem, tramwajem lub rowerem. W listopadzie 2011 r. Sąd Najwyższy uznał jednak, że auto zastępcze należy się kierowcy, jeśli wcześniej systematycznie korzystał z samochodu i jest w stanie nim jeździć (nie ma np. nogi w gipsie). Ubezpieczyciele przez kwartał ociągali się z wykonaniem tego wyroku. Nic dziwnego – co roku oszczędzali na takiej polityce 600 mln zł
Wyobraźmy sobie, że do wypadku dochodzi wiosną tego roku. Gdyby pan Ireneusz miał zastrzeżenia co do sumy odszkodowania, mógłby skorzystać na koszt ubezpieczyciela z usług rzeczoznawcy, prawnika, a nawet kancelarii odszkodowawczej. Gdyby ta udowodniła, że ubezpieczyciel zaniżył wypłacone odszkodowanie, to ubezpieczalnia musiałaby pokryć koszty jej usług. Tak orzekł w marcu Sąd Najwyższy (chodzi tylko o koszty w sprawach tzw. przedsądowych, a więc kiedy strony porozumiały się poza salą sądową)

Na tym nie koniec. Od 2009 r. ubezpieczyciele nie pomniejszają odszkodowań o zasiłek pogrzebowy, od 2008 r. ubezpieczalnie zaczęły też wypłacać odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu nawet wtedy, gdy sprawcą wypadku był współwłaściciel samochodu, zaś od 2005 r. przestano kwestionować wypłatę odszkodowania, kiedy oba samochody biorące udział w stłuczce zostały kupione na kredyt w tym samym banku
O pieniądze wciąż trzeba walczyć

Mimo tych udogodnień wciąż trudno mówić o sielance między ubezpieczycielami a klientami. Wciąż mocno zaniżane są zadośćuczynienia, np. za złamanie nogi czy trwałe kalectwo. Okazuje się, że średnio wypłacają prawie czterokrotnie mniej – wynika z danych Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości.

Kolejna kwestia to potrącanie tzw. amortyzacji, czyli zużycia części eksploatacyjnych, jak np. tłumik, klocki hamulcowe, opony. W połowie kwietnia Sąd Najwyższy jasno i dobitnie orzekł, że odszkodowanie z polisy OC musi być pełne, a do naprawy powinny zostać użyte nowe części. Chyba że ubezpieczyciel wykaże, że prowadzi to do wzrostu wartości pojazdu.

Wyrok nie zrobił jednak wrażenia na większości towarzystw ubezpieczeniowych. Nie tylko nie zmieniły swoich praktyk, ale idą w zaparte, twierdząc, że postępują zgodnie z prawem. – W likwidacji szkód OC nie stosujemy amortyzacji części wynikającej z wiku bądź stopnia zużycia. Urealniamy natomiast ceny części w przypadku elementów wcześniej uszkodzonych lub niefachowo naprawianych po wcześniejszych uszkodzeniach oraz elementów ulegających przyspieszonemu eksploatacyjnemu zużyciu i planowym okresowym wymianom, jak np. opony – przyznaje Arkadiusz Bruliński z Ergo Hestii.

- Zbieramy dokumenty i wkrótce podejmiemy interwencję w interesie osób poszkodowanych – zapewnia Krystyna Krawczyk, dyrektor biura rzecznika ubezpieczonych.
W razie problemów z uzyskaniem pełnego odszkodowania kierowcy mogą pozywać zakład ubezpieczeń, powołując się na rozstrzygnięcie SN. Do sądu mogą zwrócić się również poszkodowani, którym ubezpieczyciel zaniżył należne odszkodowanie do trzech lat wstecz (bo sąd jedynie potwierdził obowiązujące prawo, nie wprowadził nowego przepisu).

Tańsze zamienniki? Nie zamiast oryginałów

Kolejna sprawa to wyliczanie odszkodowań na podstawie tańszych zamienników, a nie części oryginalnych. Czy ubezpieczyciele mogą zmuszać poszkodowanych do naprawy samochodów z użyciem tańszych zamienników oryginalnych części? Z takim pytaniem zwrócił się do niego rzecznik ubezpieczonych. Sąd jednak odmówił wydania uchwały w tej sprawie. Wkrótce zostanie opublikowane uzasadnienie, w którym wytłumaczy swoją decyzję.

- Według mnie sprawa jest tak oczywista, że nie ma sensu po raz kolejny powtarzać tego samego. Jeśli ktoś zbije butelkę francuskiego szampana, to nie może w zamian za to zwrócić butelki szampana z innego kraju. Nie może tłumaczyć, że ten szampan smakuje tak samo. Tak samo sprawa wygląda z naprawą samochodu oryginalnymi częściami – uważa prawnik Marcin Orlicki z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.Wtóruje mu ekspert ubezpieczeniowy Marcin Broda: – Uzasadnienie powinno być zgodne z orzecznictwem sądów. Czyli jeśli została uszkodzona część oryginalna, to ubezpieczyciel powinien zapłacić za oryginał. Jeśli został uszkodzony tańszy zamiennik, to powinien zapłacić za wymianę zamiennika żródło FINANSE wyborcza.biz



Właśnie dlatego posiadamy własną kancelarię Radców Prawnych (Kancelaria Radców Prawnych EuCO), która dostarcza naszym Klientom fachowej pomocy prawnej i reprezentuje ich w sądach. Coraz więcej prowadzonych przez EuCO spraw trafia do sądów, postępowanie się przedłuża jednak sumy odszkodowania jakie uzyskujemy są znacznie większe niż byłyby bez naszej interwencji. Zadzwoń – pomogę 535-422-330